15 grudnia 2007
Jak na sobotę wstałem wręcz bladym świtem. I to nawet nie przez budzik czy inny wymysł człowieka, który miał mu służyć tylko w zamierzeniu. Obudziło mnie palące poczucie winy. I to z dwóch powodów. Po pierwsze – święta idą i w domu wypadałoby coś zrobić konstruktywnego. Po drugie – jak dziś znowu nic nie wrzucę koleżanką i kolegą to w końcu zapomnę hasła na WordPress…
Tak pewnie wyglądałyby pierwsze linijki mojego pamiętnika gdybym go w ogóle prowadził (tudzież jakiegoś słitaśnego bloogaska ewentualnie). Nie mniej jednak mam nadzieję, że jako ludzie inteligentni wyciągnęliście z tytułu należyte wnioski. Użycie przeze mnie czasownika w formie niedokonanej było nieprzypadkowe a nawet wyraźnie zamierzone. Co do pierwszego problemu to można powiedzieć tylko tyle, że zawsze coś to lepiej niż nic. No ale przede wszystkim odnalazłem w sprzątaniu ukryty sens – można znaleźć, zupełnie niechcący, sporo interesujących rzeczy.
Na przykład normalnie walający się gdzieś w najgłębszych głębinach dodatek do Wyborczej posłużył mi dzisiaj do sparafrazowania i ukazania metaforycznego sensu posta poniżej.

A jeżeli chodzi o sprawę drugą, czyli to, że miałem w zamiarze wrzucić coś ciekawego i twórczego to też do końca nie wyszło. Owszem będzie ciekawie ale za to odtwórczo. Będzie dużo naprawdę różnej muzyczki. Dla wszystkich, dla ludu
. Jedyne co wszystkie utwory łączy to to, że moim skromnym zdaniem są po prostu dobre
. No i co tu jeszcze dodać. Wykorzystam słowa Apana – I hope you’ll enjoy it
REM – Bad Day
P.O.D. – Youth Of The Nation. Bardzo chwytny i wzniosły refren. Może kiedyś jako hasło pod herbem, Apan
Serji Tankian – Empty Walls. Przepraszam za to, że może robię się nudny i troszkę zbyt nachalnie lansuję tego gościa. Ale myślę, że podoba się nie tylko mnie. Ba. Ja to wiem
No proszę, i dla tego pana znalazło się dziś miejsce. Ale myślę, że też mu się coś od życia należy. Wiadomo, być na blogu matfizu – bezcenne
Eminem – Lose Yourself.
I po polsku też musi coś być. Dla koneserów Kazika – Mars Napada
A-ha – Did Anyone Approach You. Bardzo ładnie.
A to już nie muzyka. Doskonale wiem, że wszyscy tego pana widzieli i dobrze go znają. Ale wiem też że to nie szkodzi. I tak można zaliczyć podłogę.
I na zakończenie musi być aforyzm. Jest on autorstwa takiego jednego pana co go bardzo lubię. Nie da się też ukryć że często jest dość mocno szowinistyczny. Ale…who cares? Chociaż ten jest w zasadzie o porach roku. A pogoda jest przecież tak cudownie neutralnym tematem…
“Listki figowe powinny robić wyjątek – opadać gdy są jeszcze zielone, a nie dopiero wtedy gdy pożółkną.”
I naprawdę zachęcam do świątecznych porządków.
Kuba


